niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział Pierwszy

Kiedy zamykasz oczy, widzisz miejsce gdzie się wychowywałeś. Drogi którymi chodziłeś...
Pojawiają się obrazy z przeszłości. Nie tylko te dobre, wszystkie. Przypominasz sobie te historie, które zakopałeś lata temu, gdzieś na dnie umysłu.
Wracając do tych wspomnień, do tych historii, uświadamiamy sobie kim jesteśmy. Odnajdujemy w sobie siłę do dalszego działania, do dalszego pisania własnej opowieści.



~***~


Jechałam z mamą i babcią przez wioskę. Siedziały z przodu, a ja na tylnym siedzeniu, z noskiem przyciśniętym do szyby. Patrzyłam jak dzieci wesoło biegają pomiędzy domami i ścigają się z wiernymi kundelkami. Wspinają się na jabłoń lub rzucają starą piłką.
W samochodzie panowała cisza. Byłam mała, ale nie głupia. Wyczuwałam napięcie, które towarzyszyło nam od tygodnia. Już wtedy chciałam zadać pytanie...


Otworzyłam oczy. To nie było moje wspomnienie... to była czyjaś historia. Ponownie zamknęłam oczy. Nie mogę wspominać, ani myśleć o tym co inni przypadkiem mi pokazują.
Skrzywiłam się. Nie mogę... To jedno zdanie ma tyle zakończeń. I stanowczo zbyt często pojawia się w moim życiu. To o czym mam zawsze pamiętać. Nie mogę mówić. Drugie, nie mogę wspominać. Trzecie, nie mogę dać się złapać.
Jak na ironię złamałam już dwie z trzech najważniejszych zasad. Wracałam myślami do minionych lat, będąc zamknięta...
Ponownie otworzyłam oczy i uniosłam się na łokciach. Złapali mnie, ale to jeszcze nie jest koniec...
Usiadłam, czując lekkie zawroty głowy. Byłam w pokoju z tak wysokim sufitem, że promienie lampy ledwie mogły dosięgnąć podłogi. Nie czułam wibracji, ale wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje. Podeszłam do ściany i zaczęłam się przesuwać wzdłuż niej. W mojej głowie wątpliwości tylko rosły, coś tu było bardzo nie tak.
Nagle wpadłam na coś dużego i twardego. Syknęłam czując ból. Powoli to ominęłam, ale moje dłonie zamiast na ścianę, natrafiły na coś miękkiego. Złapałam to w palce. Zasłona. Delikatnie odsłoniłam okno, a do pokoju wpadły ostatnie promienie zachodzącego słońca.
Teraz zobaczyłam cały pokój. Średnich rozmiarów znajdowało się tu łóżko, szafa i biurko. Nie miałam pojęcia o co chodzi w tym wszystkim.
Mój wzrok padł na kąt pokoju, skąd przyglądał mi się jakiś chłopak. Nie ruszał się, a jedynie patrzył na mnie. Podeszłam bliżej. Gdyby chciał mnie zaatakować już by to zrobił.
Dopiero teraz zorientowałam się, co wywołało mój niepokój, otaczała go ta sama nienaturalna ciemność, która była w tym opuszczonym budynku.
Zatrzymałam się. Patrzył na mnie, nie okazując żadnych uczuć, nie wykonał żadnego ruchu...
"- Chce mi się pić.." powiedziałam w języku migowym.
- Nie rozumiem. Musisz powiedzieć. - odparł po chwili, ważąc każde słowo. Na jego twarzy pojawił się słaby uśmiech. Ze złością zauważyłam, że jest on przepełniony litością.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę drzwi. Prawie upadłam kiedy drzwi otworzyły się, po tym jak nacisnęłam klamkę. Tego się nie spodziewałam.
Kiedy wyszłam z pokoju wiedziałam już dlaczego nie trudzili się z zamknięciem drzwi na klucz. Było tu mnóstwo drzwi, a cały korytarz tak jak i pokój był oświetlony słabą żarówką, jakby ktoś za wszelką cenę próbował coś ukryć. Minęłam rząd drzwi i podeszłam do ostatnich, zamknięte. Szarpnęłam za klamkę, ale to nic nie dało. Podeszłam do innych, wiedziałam, że to nic nie da, ale rozpaczliwie chwytałam się każdej możliwości.
Załamana oparłam czoło o drzwi. Do moich uszu dobiegł cichy dźwięk kapania. Podniosłam głowę i rozglądnęłam się. Kapanie nie ustawało, ale nie mogłam dostrzec źródła. Przez moją dłoń przeszedł tępy ból.
Uniosłam ją, żeby lepiej się jej przyjrzeć. Palce były lekko opuchnięte i krwawiły, a paznokcie boleśnie połamane. Teraz uświadomiłam sobie co było nie tak... Te drzwi to iluzja.
Jedyna droga, jaka mi pozostała, to cofnięcie się. Kiedy znów byłam przy otwartych drzwiach pokoju, zobaczyłam inny mały korytarz.
Po pierwszym kroku w tą stronę poczułam wibracje, jednak nie cofnęłam się, szłam dalej.
- Jesteście pewni? Było tam dużo Mówiących...
- Na razie nic nie wiemy. - wiedziałam że mam do czynienia ze Słyszącymi, ale nie miałam pojęcia ilu ich jest.
Jedyne czego byłam pewna to to, że mnie nie zabiją. Jestem im potrzebna...
- Epsilon? - to pytanie sprawiło, że poczułam za sobą ruch.
- Żyje? - nastała cisza.
- Powinna... Czuję ją. - odparł ktoś po chwili.
Ogarnął mnie strach. Chciałam jak najszybciej uciec z tego miejsca. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam parę oczu, które z ciekawością mi się przyglądały. Dopiero po chwili mogłam dostrzec w ciemności zarys sylwetki właściciela oczu. Nie był to ten sam co wcześniej mnie pilnował. Zrobiłam krok do tyłu i potknęłam się o próg.
Nim upadłam ktoś mnie złapał. Ku mojemu zdziwieniu, ta osoba miała identyczne, przerażające oczy do tego kogoś z korytarza.
- Żyje. - powiedział ktoś za mną cicho, a mnie postawiono w tym czasie do pionu. Odwróciłam się by spojrzeć na pomieszczenie w którym się znalazłam.
Wyglądało mi to na salon. Na kanapie siedziało trzech chłopaków, kawałek dalej zajęte przez dwóch innych, stały wielkie fotele.
- Nic Ci nie jest? - usłyszałam głos kolejnego Słyszącego.
- To ona. - znikąd dwa kroki przde mną pojawiło się dwóch chłopaków, którzy patrzyli na mnie z niesamowitą mieszanką uczuć.
- Powiedz coś.. - rozkazali. nie mogłam wyjść z szoku...

Tuż przede mną stało dwóch Mówiących...



A/N: Hej! Pierwszy rozdział, czyli pierwsze pytania:
"CO TAM SIĘ DZIEJE?! O CO TAM CHODZI?!".
Cierpliwość.. Tylko tyle mogę powiedzieć, wszystko niebawem się wyjaśni..
Kiedy następny rozdział? - Kiedy go napiszę... :P 
Zapraszam do komentowania ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz